Witam w pierwszym poście od dłuższego czasu.
Krótka historia tłumaczy dlaczego nie pisałem na pewno przez jakieś 2 miesiące, przez pozostały po prostu mi się nie chciało albo zapomniałem.
Otóż, moje centrum dowodzenia zostało perfidnie skradzione! Wyjechałem sobie w końcu na pieprzone wakacje, wracam z browarkiem w jednej ręce i z kebabem w drugiej. Rozglądam się po przedpokoju... Czemu wszystko takie
rozjebane ...nie takie jak zostawiłem? Rozumiem, że jestem trochę bałaganiarzem, ale krzeseł nie zostawiam na łóżku. Ogólny rozpierdol mieszkania nosił piętno zbrodni, jaśniej mówiąc włamania. Życzliwi panowie kradzieje/włamywacze nie dość że ukradli mi laptopa i wiatrówkę to nawet pokusili się na staruśkiego Gameboya Colora! Zaleciało mi giełdą komputerową... Jeżeli ktoś mieszka na parterze jak ja (włam przez okno, praktycznie bez śladów) to przy opuszczaniu mieszkania w celach wyjazdowych radzę poprosić sąsiadów o podlewanie kwiatków co jakiś czas bo w sumie tylko to może zniechęcić wakacyjnych włamywaczy. To że ktoś się jednak kręci i to o o różnych porach. Jak to powiedział kiedyś na koncercie
Lipa "kurwa powinni ucinać ręce".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz